Owczarek staroniemiecki
Miot I (3)

22.09.2026
Mówią, że do trzech razy sztuka. Czasem udaje się za drugim, więc warto próbować.
Pierwsze podejście do krycia Zoey zrobiłam w marcu br. Xaris, mimo że już osiągnął wiek dojrzały, nigdy wcześniej nie krył. Dla niej również był to „pierwszy raz”. No i niestety jak to często bywa, Ona chciała ale się bała, On też bardzo chciał, ale nie dawał rady. Przy próbie pomocy, rezygnował z krycia. Wstydził się chyba . Żeby nie tracić cieczki, udaliśmy się do lecznicy weterynaryjnej w Człuchowie, gdzie Zoey została poddana inseminacji. Po 4 tygodniach okazało się, że ciąży nie ma. Czyli w moim przypadku standard…
Drugie podejście już z zapleczem do wykonania inseminacji endoskopowej, gdyby nie udało się pokryć naturalnie. Umówiliśmy się z Tomaszem, właścicielem Xarisa w połowie drogi, czyli niedaleko Bydgoszczy, godzinę przed planowaną wizytą w klinice. Znalazłam na mapie taki zielony skwerek z placem zabaw, za którym, jak się okazało na miejscu, jest bardzo przyjemny, sosnowy lasek. Ustronne miejsce z dala od ulicy, cisza, spokój. Zoey była oczywiście wcześniej starannie przebadana i przygotowana przeze mnie, żeby trafić w ten najlepszy moment. Tym razem chłopak nie miał nic przeciwko temu, że mu pomagam, choć ostatecznie i tak sam pokrył. Spisał się na medal. Odwołaliśmy wizytę w lecznicy tak jak było to umówione, żeby nie blokować innym terminu.
Cztery tygodnie niepewności i nieopisana radość! Jest ciąża! Udało się! Będą dzieci po wielokrotnym championie, psie o doskonałym eksterierze i jeszcze lepszym charakterze. Dodatkowo jest to syn mojej Aquy i śp. Nestora, więc jest szansa oprócz czarnych, wilczastych i bikolorków na srebro.
Ciąża przebiegła bez problemów. Jedynym zmartwieniem (moim) było to, że Zoey jak torpeda ciągle była w ruchu, w biegu i non stop trzeba było na nią uważać. Brzuszek schowany „pod spodem” w ogóle jej nie przeszkadzał. Nie była ociężała, stękająca, umęczona dużym ciężarem. Jadła normalnie, jak przystało na ciężarną pochłaniała posiłki mięsne z witaminami i kwasami omega, żółteczko i te sprawy, ale też w nieograniczonej wręcz ilości jabłka i śliwki! Swoje prywatne więc nie pryskane. Jak mi się udało, wykrawałam środek (pestki) z jabłek, ale często po prostu nie zdążyłam 🙂 Pestki ze śliwek zostawiała.
W sobotę 19 września, w 59 dniu ciąży, od rana odbyło się generalne sprzątanie i dezynfekcja pokoju przeznaczonego dla niej do porodu. Dziś dopiero po prawie tygodniu odzyskałam Dusterka po wizycie w serwisie. Na ostatnią chwilę gnałam z nią, Happy`śką i siostrami G(3) do weta, bo zależało mi bardzo na RTG brzuszka, żeby mieć rozeznanie czego mam się spodziewać w czasie porodu. Sytuacja z poprzedniego miotu kosztowała mnie sporo siwych włosów na głowie, więc nie mam ochoty na replay. Na zdjęciu doliczyłyśmy się z Panią doktor 7 sztuk. Zawsze zakłada się +/- jeden do dwóch sztuk więcej. Wróciłyśmy do domu po 14-stej. Chwila relaksu na łonie natury i Zoey została zameldowana w pokoju dla niej przeznaczonym. Była niespokojna, ziejąca i już około 17.00 zauważyłam pierwsze mokre plamy na prześcieradle. Aha! Zaczyna się! To się nazywa wyczucie czasu …
Dwie godziny później pojawiły się pierwsze bóle parte, czyli oficjalnie rozpoczął się poród, który przebiegał nad wyraz spokojnie choć niestandardowo, ze względu na fakt, iż Zoey robiła sobie dość długie przerwy pomiędzy kolejnymi szczeniętami. Gdyby taki poród przyszło mi odbierać jako początkującemu hodowcy, chyba bym osiwiała przy nim całkowicie. Pozytywnym zaskoczeniem było zachowanie rodzącej. Nie spodziewałam się po niej takiego spokoju, opanowania, tolerancji na ból. Cały czas leżała spokojnie, dzięki czemu urodzone maluszki mogły cały czas być przy cycu i nie musiałam ich przekładać do koszyczka poza porodówką. Dodatkowo to one stymulowały ją do wydzielania oxytocyny, a to jest potrzebne do kurczenia się macicy. Pełna współpraca i zaufanie, kiedy musiałam „opracować” nowo narodzone dziecko. Jedyny minus to uporczywe ciąganie za pępowiny, które po każdym takim „zabiegu” ponownie krwawiły. Ale i na to jest sposób. Zakłada się klamrę i nadmiar odcina i wtedy nie ma już za co ciągnąć. Sumarycznie jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jeśli chodzi o Zoey. Nastawiłam się na dużo trudniejszy poród. Miłe zaskoczenie.
Ostatnie szczenię przyszło na świat tuż przed trzecią nad ranem. Ta dziewczynka było mocno zachłyśnięta wodami płodowymi, więc potrzebowałam więcej czasu na udrożnienie jej i przywrócenie normalnej pracy płuc. Zoey nie protestowała gdy wytrząsałam z dróg oddechowych zalegający płyn, ani gdy oklepywałam noworodka (szczenię wydaje wtedy dziwne dźwięki).
Z ósemki urodzonych nie udało się tylko jednej suczce – niestety już nie oddychała w momencie przyjścia na świat. Była dużo mniejsza od pozostałych, więc mogła mieć nie do końca wykształcone płuca, dlatego nie przeżyła przejścia przez kanał rodny. Choć mnie to zawsze serce krwawi, natura zrobiła swoje.
W miocie są tylko dwie dziewczynki wilczaste (chyba nawet srebrne), reszta to pieski. Dwa bikolorki, jeden czarny rodzynek i dwa wilczaste (chyba też srebrne). Przedział wagowy 470 – 580 gramów, wyjątek stanowi czarny chłopczyk z wagą urodzeniową 430 g.
Pierwsza doba po porodzie super. Szczenięta ciche, co oznacza że najedzone. Siara się rozkręca, mama bardzo cierpliwa i opiekuńcza. Instynkt macierzyński to wielka rzecz .
Szybko musiałam zmieniać wystrój kojca z dwóch materacy, które suka ma pod sobą podczas porodu, na pełną podłogę, bo co chwilę zbierałam dzieci z płytek 🙂 Teraz już bezpiecznie i ciepło i więcej miejsca dla karmiącej, żeby swobodnie mogła zmieniać pozycję i udostępniać raz jedną, raz drugą listwę mleczną maluchom.
