Miot E (3)

Owczarek staroniemiecki

24.10.2025

Nowe życie, nowe doświadczenia. Dwanaście lat prowadzenia hodowli, dziesiątki odebranych porodów i nadal człowiek się uczy. Każdy poród niby taki sam, a jednak kompletnie inny.

Greta w dwóch poprzednich miotach miała po trzy szczenięta. Przy pierwszym miocie mogło to wynikać z bardzo wysokiego progesteronu przy kryciu. Przy drugim była inseminacja, bo pies z niewiadomego powodu nie dał rady pokryć naturalnie (do dziś nie wiem dlaczego). Tym razem po dwóch kryciach naturalnych z pełnym zakleszczeniem,  na usg przy potwierdzeniu ciąży widoczne były TRZY płody, co jakby wcale mnie nie zdziwiło. Grecia długo nie wyglądała jakby była w ciąży. Brzusio był malutki, ledwo wypełniał wcięcie w talii.  Nie karmiłam jej też jakoś dużo więcej, bo te zbędne kilogramy potem trudno zgubić. W 59 dniu ciąży byłyśmy na kontrolnym badaniu – nadal widziane były trzy szczenięta, chociaż waga wskazywała + 12 kg! Trochę mnie to dziwiło, ale w końcu mogło być dużo wód, mogły być duże maluszki (jak ich mało to rosną duże), więc założyłam że może jeden gdzieś się ukrył przed głowicą USG. No może w porywach dwa!  Greta spokojnie przeczekała do 65 dnia ciąży. Żadnych niepokojących sygnałów. Apetyt w normie, temperatura bez zmian, w brzuszku dyskoteka i nawet udawało się czasem namierzyć stetoskopem bicie serca maluszka. Więc grzecznie czekałam. Nie bezczynnie rzecz jasna. Akurat w nocy z 20 na 21 października, po porannym spadku temperatury, czuwając robiłam drobne wyprawki glazurnicze. Mając gdzieś z tyłu głowy, że w każdej chwili może nastąpić godzina zero, nie zabierałam się za prace, których nie mogę w dowolnej chwili przerwać. I tak o godzinie 22.45 przekwalifikowałam się z płytkarza na położną, ponieważ u Grety puścił czop śluzowy, co inicjuje rozpoczęcie porodu. Zaliczyłyśmy jeszcze siku (obie), zmianę łaszków, i grzecznie oczekiwałam pierwszego szczenięcia. Poród odbył się bezproblemowo (wręcz książkowo). Stawkę ośmiorga otworzył o godzinie 0.20 piesek bikolor, zamknął o 9.00 rano też chłopak bikolor. To chyba jakaś zmowa była!

W miocie są tylko trzy dziewczynki (dwie czarne i jedna bikolorka) no i piątka panów (wśród nich tylko jeden czarny). Zaskoczenie moje było ogromne, bo tak licznego miotu się nie spodziewałam. Do tego jeszcze zaskakująca waga szczeniąt – widełki 540 – 620 gram. Jeden chłopczyk miał tylko 490 gram. Gdzie ona te dzieci pochowała? Musiały się ulokować pomiędzy żebrami, przez co brzuchol pozostał szczupły. Tak czy inaczej – miłe zaskoczenie.

Dziś czwarta doba – szczenięta przybierają prawidłowo, są bardzo wokalizujące (zwłaszcza w nocy, kiedy usiłuję spać). Jest ich osiem, więc nikomu nie brakuje „kranika” podczas karmienia, są nawet dwa zapasowe. Ale wrzeszczeć można z każdego powodu, na przykład kiedy mama leży 20 cm dalej , a dziecku nie chce się używać noska. Mają świetne głowy (jak księżyc w pełni) jak na Gismusiowe dzieci przystało. Co do wybarwienia bikolorków jeszcze trudno powiedzieć. Muszą troszkę podrosnąć.

W siódmej dobie stwierdzam, ze nadal nie dają mi przespać całej nocy. Tym razem powód jest bardzo poważny – mama Greta zmienia miejsce w kojcu (jest duży, więc może sobie po nim wędrować) i nie wykłada się tak dokładnie , żeby odsłonić dolną listwę mleczną. Przez co te co się dopchają pierwsze  są na wygranej pozycji, a spóźnialscy mimo użycia siły, nie są w stanie wślizgnąć się pomiędzy zbitą masę głodomorów, żeby dostać się pod spód. Wtedy przychodzi z pomocą Kasia…  Wstaje nieprzytomna, idzie do porodówki,  rozciąga Gretę na całą długoś, układa dzieci do cycuchów, pilnuje jeszcze przez chwilę, żeby się Greta w trakcie karmienia nie podniosła i wraca do łóżka. I tak dwa … trzy razy w ciągu nocy.

Dziś pierwsze ważenie kontrolne. W ciągu 7 dni waga szczeniąt wzrosła o średnio 60-70 %. Piękny wynik. Największy urodzony chłopczyk (zielona obroża), którego waga wyjściowa była 620 gram, dziś osiągnął równo kilogram!

Szczeniętom nadałam imiona:

EVILLA (suczka czarna , różowa obroża)  FOTOGALERIA
ETNA (suczka bikolor, czerwona obroża)  FOTOGALERIA
ERTHA (suczka czarna, szara obroża)  FOTOGALERIA

EVEREST (piesek bikolor,  zielona obroża)  FOTOGALERIA
ENZO (piesek czarny, pomarańczowa obroża)  FOTOGALERIA
ELROY (piesek bikolor, brązowa obroża)  FOTOGALERIA
EXPERT (piesek bikolor, żółta obroża)  FOTOGALERIA
ESPRIT (piesek bikolor, niebieska obroża)  FOTOGALERIA

GALERIA MIOTU E (3)

23.11.2025

I już za chwileczkę, już za momencik stuknie maluszkom piąty tydzień 🙂 Po czarnych krecikach co to leżą, jedzą i śpią ani śladu. Po pokoju śmigają 3 kilowe klocki, włochate, puchate i zębate 🙂 Gryzą w kostki (mnie), ciągną za ogony (nie mnie) , odbywają się pierwsze przepychanki o pozycję. Albo słyszę z kojca szczekanie (zabawa), albo wrzask (jeden drugiego złapał za kark i morduje), albo pisk (to w przypadku odgryzanego ogona), albo tupanie, kiedy usiłują się ganiać po pokoju, jeszcze śmiesznie i troszkę nieudolnie. Czasem coś huknie – to baran w barierkę albo w szybę podczas walki z misiem albo słoniem 🙂 I tak nam upływa dzień za dniem. Do dyspozycji mają pluszaki małe , większe i bardzo duże , ale też zabawki twarde, z kolcami, wypustkami, piszczące, uciekające (toczące się) , z otworami, obłe, ostre (spoko, nie jak druciana szczotka), wszystko to by miały urozmaicenie w nauce przez zabawę. Reagują już oczywiście na mój głos, który kojarzy im się z jedzeniem, zabawą ale też czymś czego nie lubią czyli np. wykładaniem na plecki czy obcinaniem pazurków. Generalnie jak się pojawiam bliżej, znaczy będzie jakaś akcja (albo afera).

Aktualnie szczenięta odstawiane są od matki – już tylko trójka dostawiana jest do cyca co 4 godziny. Reszta w tym czasie dostaje mleczko kozie z miodem, masełkiem i żółtkiem lub surowego indyka. To drugie to sporadycznie dla urozmaicenia. I tak jak na początku Greta wchodziła do dzieci prawie przez zamknięte drzwi, tak się spieszyła, tak teraz idzie jak na skazanie i muszę ją prawie na silę wzywać do pokoju.  Od wtorku, wejdzie już sucha karma (Royal Canin Medium Starter) i kończymy etap płynnego żywienia. Na początek karmę oczywiście miksuję, czasem zdarza się że w tym wieku szczenięta wolą już jeść rozmoczoną ale w kawałkach. Zobaczymy.

Jutro jeszcze z rana śmigam do weta z kupami do sprawdzenia, bo coś nam się konsystencja rozjechała. Może to być spowodowane nabiałem, nowym pokarmem (mięsko) ale mogą też być pasożyty, mimo że maluchy są już po dwóch odrobaczeniach. Kupa będzie zbadana i wszystko będzie jasne.

Maluchy mają już pozakładane galerie – każdy swoją. Od 4 tygodnia do wyjścia będę tam umieszczać zdjęcia, jakie postaram się co tydzień zrobić. Czy się uda? Wszystko zależy od pogody.

Dwa dni walczyłam z zapaleniem gruczołu mlekowego u Grety. Wystarczyło nie dopilnować przy jednym karmieniu, żeby wyłożyła się porządnie na bok, udostępniając wszystkie cycuchy dzieciom do opróżnienia i już bajzel! Rano w sobotę listwa mleczna od pierwszego sutka piersiowego jak podeszwa! Gorąca, boląca i spuchnięta! Całą sobotę co pół godziny robiłam za laktator – ściągałam ręcznie wydzielinę z tego sutka i gruczołu, Mleka to tam nie było… Tam już zrobił się stan zapalny i ropa. Na szczęście obyło się bez antybiotyków. Samym systematycznym odciąganiem tej wydzieliny udało mi się przywrócić funkcjonowanie gruczołu. Dzieci nie były zachwycone, kiedy podczas karmienia zasłaniałam ręką ten kranik, żeby się któreś z rozpędu nie napiło tego paskudztwa.  Po 24 godzinach sytuacja została opanowana 🙂

Na pierwszego grudnia mamy zaplanowaną wizytę w Poznaniu – maluchy będą pierwszy raz szczepione i chipowane. A to znaczy, że czeka nas wycieczka samochodem 🙂 Zobaczymy jak wypadną statystyki „pawiowania” w podróży 🙂 Relacja już wkrótce 🙂