Owczarek staroniemiecki
Miot D (3)

20.05.2025
Druga ciąża Happy. Krycie naturalne, przebieg ciąży prawidłowy. Jak dzieci będą zakręcone to pretensje do matki – Happy codziennie rano uskuteczniała kulanie się w zroszonej trawie. odżywione są na pewno, sądząc po ilości skoszonej trawy/ziół zjedzonej podczas mojego koszenia ogrodu. Normalnie lepiej jak krowa na wypasie.
Happy w ciąży przytyła prawie 12 kg. Dużo. Brzusio pokaźny. Już ciężko jej było w ostatnich dniach. Widać było że któryś tam kopie po śledzionie a inny uciska na przeponę. Badanie kontrolne w 58 dniu przebiegło pomyślnie. Serduszka pięknie biły, wody płodowe czyste. W macicy szczenięta upchane jak sardynki. Jeden obok drugiego. Zrobiliśmy RTG – bez przykładania się do dokładnego połączenia główek z kręgosłupami, pyknęło dziesięć… No to się będzie działo …
Termin przypadał na piątek / sobotę 16-17 maja. Czekam. A Happy`śka ani myśli rodzić. Nie kopie, apetyt dopisuje, temperatura nie spada. Minęła sobota, mówię dobra, w niedzielę to już na pewno. Notabene w niedzielę mój wnuk miał I komunię św., w której niestety nie mogłam uczestniczyć. A żeby za wesoło i nudno nie było, to jeszcze w sobotnie popołudnie zaczął mnie poważnie boleć ząb. Noc z soboty na niedzielę Happy spędziła już w porodówce w nowym lokum. Spokojnie, bez żadnych oznak nadchodzącego rozwiązania. Śmiałam się, że ledwo fugi wyschły a już będą zalane płynami porodowymi, co mimo zabezpieczeń w postaci nieprzemakalnych prześcieradeł zawsze ma miejsce podczas porodu. Dziewczyny często wciskają zad w narożnik i opierają się o ścianę, co powoduje, że podczas parć maty na podłodze odjeżdżają.
I tak mijały kolejne godziny niedzieli. Ok. 16-stej temperatura nareszcie poleciała w dół. Myślę sobie oho, będziemy rodzić w nocy. Przygotowałam cały potrzebny ekwipunek, ok. 23 zaległam na kanapie. Usnęłam w oczekiwaniu na odejście wód płodowych. Budziłam się w nocy kilka razy sprawdzając sytuację, jednak Happy spała spokojnie do 6 rano. Ze względu na fakt, że to już 63 dzień ciąży, na 9 zameldowałyśmy się w lecznicy u dr Radka. Badanie USG, badanie manualne – decyzja o cesarce. I tak dnia 19 maja 20205 o godzinie 11-11.30 przyszły na świat szczenięta z miotu D(3). Drużyna piłkarska (bez rezerwowego). Przewaga męska (8 chłopa) i tylko trzy dziewczynki. Normalnie dyskryminacja!
Tym razem są czarne szczenięta, gdzie w poprzednim miocie z Konradem były same wilczaste. Kolorystycznie podzieliły się na pół – pięć kolorowych i sześć czarnuszków.
W gabinecie Happy prawidłowo wybudziła się z narkozy. Pierwsze przystawienie do cyca, pierwsze przytulenie do mamy … choć stricte pod kontrolą, bo Happy cokolwiek jeszcze naćpana usiłowała łapać je zębami. Tak to czasem po narkozach się dzieje. Droga do domu z dwoma postojami – jeden z maluszków (wilczasty chłopczyk) ciężko dochodził do siebie (chyba z rodził się przedostatni). Mimo podania leków i adrenaliny, spora ilość wydzieliny zalegała mu w drogach oddechowych i musiałam stawać żeby wyjść z auta, odessać tą wydzielinę, zrobić tkzw. wahadło, pomóc chwilę oddychać i mogliśmy jechać dalej. Siedział u mnie za pazuchą, więc cały czas miałam na niego wgląd. W domu pod kwoką wygrzał się porządnie i powoli doszedł do siebie. Byłam przygotowana na ewentualne sondowanie , jednak nie było takiej potrzeby – sam zaczął jeść.
Pierwsze ważenie szczeniąt w domu dało wynik 5,460 kg łącznie. Najmniejsza waga w miocie 440 gram, przeciętnie 460 – 500 gram, największa – 640 gram. Pierwsza doba trudna. Dzieci głodne a pokarmu jak na lekarstwo, bo laktacja rozkręca się dopiero w 3 dobie. Spadek masy na poziomie 20%, mimo mojego dokarmiania. Druga doba życia przyniosła już przyrost masy ciała szczeniąt. Odetchnęłam. Happy, jako nadopiekuńcza matka bardzo emocjonalnie podchodzi do odgłosów wydawanych przez dzieci. Czasem aż za bardzo. To na szczęście mija po kilku dniach i suka się uspokaja. Jakby oswajała się z faktem, że berbeciom może się coś nie podobać, albo mogą się niecierpliwić wokalizując, co nie oznacza, że dzieje im się jakakolwiek krzywda. Tak więc każdy następny dzień jest pewniejszy i adekwatnie do upływu czasu, maleje ilość moich interwencji w porodówce.
26.05.2025
Dziś mija tydzień od chwili przyjścia na świat tej wesołej gromadki. Przyglądam im się bacznie bo wydaje mi się, że dwójka albo trójka wilczastych, mocno się srebrzą. Teoretycznie jest to możliwe, ponieważ Geronimo ma srebrnego ojca, więc jest nosicielem tego genu a Happy jest córką Nikity i Kanwara, gdzie oboje rodzice również są nosicielami srebra. Nie badałam jej na obecność locusa I, więc mam zagwozdkę – jest nosicielem czy też nie. W sumie traktuję to jak ciekawostkę, gdyż nie oczekiwałam szczeniąt w tym umaszczeniu. Pożyjemy, zobaczymy. Podrosną troszkę, dostaną podszerstka to się wyjaśni.
Dziś kontrolne ważenie. Mimo takiej ilości mamy całkiem spory przyrost masy. Powiedziałabym wprost proporcjonalny do poboru substancji odżywczych otworem gębowym. Średnio mamy wagę o 70% wyższą od urodzeniowej (min. 760 gram, max 950 gram). Wiadomo, że u jednych będzie mniej, u innych więcej. Jest to parametr zmienny, co nie zmienia faktu, ze przybierają ładnie.
Na chwilę obecną po zamianach, eliminacji nieodpowiedzialnych (i na szczęście niedoszłych) opiekunów, wolny jest 1 czarny chłopczyk, jeden wilczasty i jedna suczka wilczasta (lub srebrna).

Szczenięta otrzymały imiona:
DANUBIS (turkusowa obroża) FOTOGALERIA
DANVIR (szara obroża) FOTOGALERIA
DARSHAN (czarna obroża) FOTOGALERIA
DEBBIE (zielona obroża) FOTOGALERIA
DEVRAJ (brązowa obroża) FOTOGALERIA
DEXTER (fioletowa obroża) FOTOGALERIA
DHAIRA (pomarańczowa obroża) FOTOGALERIA
DHARON (bez obroży) FOTOGALERIA
DINESH (żółta obroża) FOTOGALERIA
DORITHA (niebieska obroża) FOTOGALERIA
DHEMISH (czerwona obroża) FOTOGALERIA
27.06.2025
Szczenięta skończyły 5,5 tygodnia Wczoraj byliśmy na przeglądzie miotu w Poznaniu. Droga – ponad godzina jazdy w jedną stronę. Radia nie musiałam słuchać (w zasadzie to nie mogłam), gdyż ponieważ Dhemish w duecie z Darshanem dawali koncert na dwa głosy. Reszta szczeniąt oczywiście na początku jazdy też protestowała, ale po ok 15-20 minutach zwyczajnie poszły spać. Plus jest taki, że nie odnotowałam u maluszków choroby lokomocyjnej. Żaden mi w drodze nie wymiotował. Pani doktor to się śmieje zawsze, że te moje owczarki staroniemieckie to jak kaukazy albo eurazjery. Szczepienia zniosły bez zająknięcia, przy chipowaniu już statystyki nieco gorsze. Niestety, nie jest to przyjemny zabieg, choć uważam że lepsze to niż tatuowanie, od którego się już odeszło. Przegląd wypadł bardzo dobrze. Przepuklina pępkowa (wrota ok 3 mm) tylko u jednej suni, pozostałe bez. Zgryzy prawidłowe, uszy czyste, węzły chłonne niepowiększone. Temperatura u pierwszego badanego była na poziomie 39,2 a u ostatniej po ponad półtorej godziny już tylko 38,2. Jak widać stresik przy podróży zrobił swoje. Serduszka wszystkie osłuchane bardzo dokładnie, żadnych anomalii nie stwierdzono. Tak że maluchy rozwijają się prawidłowo.
Szczenięta są po drugim odrobaczeniu. Ważyć je będę w poniedziałek, jak skończą 6 tygodni. Ale mój kręgosłup mówi, że wagę mają słuszną 🙂 Jak widzicie na filmikach, które wrzucam na Fb albo do albumów google, maluchy wchodzą w interakcje ze sobą. Bawią się, uczą używać zębów, kontrolować siłę szczęk. Gryzą też moje ręce, ale tu uczymy delikatnie. Czasem muszę ratować moje ścięgna Achillesa przed przegryzieniem, nogawki od spodni są fajne no i skarpetki też.
Happy już odstawiam – teraz już karmimy z cyca co 7-8 godzin maksymalnie 3 szczenięta, co oznacza że mogę wreszcie przespać całą noc. Ostatni posiłek staram się podawać około północy, pierwszy poranny ok ósmej rano. Mleko już odstawione, teraz szczenięta jedzą już tylko karmę namoczoną w ciepłej wodzie ale już nie zmiksowaną lub surowe mięsko z indyka z żółtkiem i witaminami.
Etap przejścia z butelki na mleko z miski był bardzo trudny. Zawsze jest, kiedy szczenięta karmione są butelką, ponieważ nie tylko matka jest żywicielką, ale i ja nią jestem, więc mój zapach kojarzy im się z jedzeniem i zamiast szukać jedzenia w misce, podążają za moja ręką. To też nauka używania języka – zamiast ssać trzeba chłeptać. Niektóre szczenięta próbują wessać mleczko z miski, co oczywiście kończy się zalanym nosem. No jest trochę zabawy z tym nauczaniem, ale wszystko da się zrobić, tylko trzeba do tego dużo cierpliwości.
Dzieciaczki jedzą z miseczek w zestawie po trzy obok siebie. Nie pozwalam wyżerać jeden drugiemu, każdy dostaje swoją porcję. Dzięki temu mam równy przyrost wagi i kontrolę na ilością jedzenia. Pewnie że szybciej i wygodniej jest dać dwie duże michy, i kto pierwszy też lepszy. Ale nie w tym rzecz. Tu nie ma być wygodnie dla mnie , tylko zdrowo dla maluszków. Przejadanie się też nie jest zdrowe.
Kolorystycznie wilczaste są bardzo do siebie podobne czyli mocno wpadają w srebro, tylko Darshan jest w odcieniu miedzi. Obfity włos mocne szerokie kufy, piękny stop. Właściciele będą mieli co czesać :). Przygotowuję dla tych małych piranii wybieg, żeby je za chwilkę wystawić na dwór w ciągu dnia. Będą korzystać jeszcze z tego co jest (muszę go tylko zreanimować bo trawa urosła tam mi do pasa). Nie zdążyłam zrobić jeszcze wybiegu przy pokoju w którym mieszkają. Brakuje czasu na wiele czynności, które musze przekładać na dalsze terminy. No nic, wszystko po kolei.
