Miot L(2)

Miot L(2) pochodzi z krycia naturalnego. Mając na uwadze miot poprzedni, który liczył 14 szczeniąt, kryłam Gammę dużo wcześniej (przy niższym progesteronie) niż poprzednio. Mam nadzieję że zaskutkuje to mniej licznym potomstwem. W połowie ciąży (ok 4 tydzień) zwyczajowo u Gammy wystąpił jadłowstręt , był to dla mnie pierwszy sygnał, że krycie się powiodło. Pierwsze usg wykonane zostało nie w 24-26 dniu jak to zwykle czynią hodowcy, a dopiero w 35 dniu. Przy tej okazji zrobiłam kontrolne badanie poziomu progesteronu i okazało się, że jest niepokojąco niski. Po konsultacji z dr Nowakiem z poznańskiej kliniki My Pet , włączyłam Gammie lek, który stosuje się także u kobiet w zagrożonych ciążach. Kontrolne badanie w 44 dniu wskazało na wzrost poziomu progesteronu, jednak lek będzie musiała dostawać już do czasu rozwiązania. USG wykonane w tym 44 dniu ciąży (16.11.2021) pokazało nam iż ciąża rozwija się prawidłowo, szczenięta rosną, serduszka biją w zawrotnym tempie 220-230 ud/min (to normalne) więc póki co wszystko jest w najlepszym porządku.  Gamisia odzyskała apetyt, jest radosna i pełna wigoru. Kolejna kontrola 25.11 ze sprawdzeniem poziomu progesteronu i oczywiście USG.

25.11.2021

Dziś 53 dzień ciąży. Kontrolne badanie USG u dr Nowaka w Poznaniu nie wykazuje żadnych nieprawidłowości. Serduszka biją prawidłowo, wielkość szczeniąt prawidłowa, wody czyste. Niesamowite jest to, że już w tym wieku płodowym można zobaczyć na monitorze półkule mózgowe, bijące serce, pęcherz wypełniony moczem, żołądek – wszystko jak na dłoni. Wg pomiarów czaszki i długości korpusu, poród powinien nastąpić 3-4 grudnia. Od 29.11 odstawiamy duphaston i czekamy. Zrobiłam też kontrolne badanie progesteronu – zobaczymy jak tym razem. Gamisia jest bardzo aktywna, czuje się wyśmienicie, apetyt dopisuje. Waga w dniu dzisiejszym 42.400.

05 grudzień 2021

Wszystko zgodnie z planem. Gamma cały czas bardzo aktywna. W 61 dniu ciąży z wielkim brzucholem, który w trakcie kłusu kiwał się na boki jak podwieszony balast 😀 byliśmy nawet na spacerze, bo aż żal było nie wykorzystać takiej pięknej pogody. Kilka pstryków ze spacerku w galerii 🙂 Tego samego dnia późnym popołudniem pojechałam z nią do Pniew na sprawdzenie tętna serduszek maluszków. Badanie czwórki wskazało na przedział między 175 a 200, co wg dr A. Maślaka wskazywało by powoli na zbliżający się poród. A jeśli do jutra (niedziela) nie nastąpi rozwiązanie, należy zastanowić się nad cięciem cesarskim. Tak więc ustaliłam z dr Dogońskim, że rano w niedzielę dam znać jak wygląda sytuacja. Całą noc Gamma grzecznie leżała w swoim pokoiku, ani myśląc żeby wydać na świat szczenięta. Kolację zjadła, temperatura w zasadzie nadal stabilna więc spokój duszy. Na 10 rano miałyśmy się stawić w lecznicy w Kostrzynie Wlkp. Doktor zbadał ją dokładnie, przyłożył sondę do brzuszka i powiedział że wszystko jest w najlepszym porządku i On nie widzi wskazań do cesarki. I odesłał nas do domu. Po południu zaczął się spadek temperatury. W tym dniu (niedziela) Gamisia nie chciała też już jeść. Nawet smaczki z suszonej kaczki nie były interesujące. Tak więc wszystko wskazywało na to, że faktycznie w nocy z niedzieli a poniedziałek nastąpi rozwiązanie. Wieczorem zauważyłam na prześcieradle, na którym leżała plamy z zielonym śluzem. Oj …. Zapaliła mi się czerwona lampka! Badałam co jakiś czas ruchy płodów – tu wsjo ok.  Widać było po niej, że odczuwa parcie bo niechętnie wstawała z tego swojego lego a na dworze jak wychodziła na siusiu, musiałam ją bardzo pilnować żeby nie wlazła w jakąś tajną jamę pod gęstwiną tui. I cały czas jakby lekko przykurczała zad jednocześnie przyklejając ogon mocno do ciała. Wytrwałam w tej obserwacji i narastającym niepokoju do trzeciej nad ranem. Zdecydowałam że dłużej czekać nie będę, za duże ryzyko. Zanim wyjechałyśmy, musiałam wypuścić na chwilę wszystkie psy (nie razem oczywiście ale na raty), a potem rozdysponować je w domu tak, by nikomu nic się nie stało ze szczególnym uwzględnieniem ciężarnej Oriny, Syriuszka i małolaty Jessie. Żaden pies nie mógł zostać na dworze (obojętnie luzem czy w kojcu) bo tak tylko zamknęłabym bramę, obudziły by całą wieś 😀 . Sztuka 🙂

Żeby nie było zbyt kolorowo, akurat dziś , pierwszy raz tej zimy, wystąpiły obfite opady śniegu! Mokrego, ciężkiego śniegu! A że wyjeżdżałam z domu parę minut po piątej, o pługach, piaskarkach czy jakimś innym ustrojstwie, które sprawi, że samochód uzyska jakąkolwiek przyczepność do podłoża, mogłam pomarzyć. Tak więc, zapominając że w samochodzie mam coś takiego jak pedał hamulca, ruszyłam w dłuuugą podróż do Kostrzyna Wlkp. Trasę, która zajmuje mi 1 h 15 minut, pokonałam w zawrotnym tempie nieco ponad dwóch godzin. Średnia prędkość to 50 km/h. Gęsty śnieg walący prosto w szybę podświetlany przez reflektory, skutecznie ograniczał widoczność.  Najważniejsze że dojechałyśmy. Gamisia spokojna, nie zdradzająca żadnych oznak rozpoczynającego się porodu. A dziś 63 dzień – przypominam.  Doktor szybciutko sprawdził jeszcze na USG jak się mają serduszka dzieci i zaraz był „komar” w dupsko 🙂 W czasie gdy Gamma przygotowywana była do cesarki (mycie, golenie, manicure, pedicure … a nie, to nie ta impreza), ja szykowałam dla maluszków termofory z gorąca wodą. Kładę je pod gruby koc do dużej miski, żeby szczenięta po porodzie miały ciepełko od spodu. A ponieważ dziś niedziela, lecznica zamknięta więc ludzi zero, personelu zero, została mi samoobsługa 🙂 Podczas zabiegu Gamma dostała narkozę wziewną, co po pierwsze jest bezpieczniejsze dla niej samej i szczeniąt, a po drugie po takiej formie znieczulenia, dużo szybciej  pacjent(ka) „trzeźwieje” 🙂

Zabieg przebiegł bez komplikacji. Szybko, sprawnie, bezpiecznie. Urodziło się 8 szczeniąt, silnych, mocnych i bardzo gadatliwych 🙂 Ważyłam je dopiero w domu, po południu, po kilkukrotnym posiłku więc wagi troszkę już przekłamane, co nie zmienia faktu że to giganty 🙂 Najmniejsze dziewczę (a są cztery) ważyło 550 gram, największy facet (ich też jest czworo) 720 gram 🙂 Gamma miałaby problem przy porodzie naturalnym. Teraz tylko pilnować żeby te mniejsze stale były przy barze, zwłaszcza że mleko pojawi się dopiero za 2-3 dni, a póki co leci siara 🙂

08 grudnia 2021

Czwarta doba za nami więc nareszcie w barze mlecznym pojawiło się konkretne menu czyli mleczko a nie jakaś tam siara 😀 Widać to od razu po wadze – zdecydowanie zwiększył się przyrost dobowy. Jak do tej pory maluszki przybierają bardzo wolno (noo, poza panem z brązową obróżką, który zapomniał że należy jeść z umiarem i rosnąć powoli). Jak to zwykle bywa, w miocie są dwie gwiazdy (a dokładniej gwiazda i gwiazdor), które urodziły się z odrobinę przykrótkim podniebieniem, co powoduje że przy piciu mleka troszkę się zalewają. Chłopczyk mniej, panna bardziej. Musze pilnować, żeby pobór życiodajnego eliksiru miał miejsce na górnej półce a nie z dolnej listwy. W miarę jak będą rosły ta delikatna dysfunkcja zaniknie, ale póki co trzeba tego doglądać.

Gamma jest przecudowna matką. Na siłę wyciągam ją 4 razy na dobę z porodówki, żeby poszła załatwić potrzeby fizjologiczne. Idzie wówczas jak zbity pies z wielkim znakiem zapytania w oczach – NA PRAWDĘ MUSZĘ ????  O jedzeniu poza legowiskiem nie ma mowy. Muszę podetknąć michę pod nos w czasie karmienia, inaczej będzie głodować. Proces czyszczenia przebiega prawidłowo, nie ma nadmiernego krwawienia, nie ma też temperatury. Powoli wraca do sił. Rana na brzuszku jest sucha i czysta i pewnie tylko wystające nitki trochę ją łaskoczą. Za 9 dni wyciągniemy i będzie git.

03.01.2022

Gamisiowe dzieci doczekały się nareszcie indywidualnych galerii. Miało być od 2 tygodnia a jest od czwartego. Nie sprzyjała nam pogoda bo jak nie minus piętnaście mrozu to śniegu po szyję (nie moją oczywiście tylko dzieci), a poza tym drugi miot , który pojawił się na świecie 13 grudnia wymagał nieplanowanej opieki więc tego … no… Sami wiecie 😉

Czwarty tydzień to już pierwsze wyjście na zewnątrz. Akurat trafiło nam się w styczniu plus 14 stopni, więc bez obaw mogłam przez chwilkę wietrzyć te małe, cudne futerka. Świetnie sobie poradziły na tym mini spacerku, nie było płaczu, strachu czy lamentu, tylko lekka dezorientacja bo oprócz nich na ogrodzie były jeszcze jakieś ciocie i wujek Syriuszek, więc emocji cała masa.

W miocie jak już wiecie jest fifty-fifty. Cztery dziewczynki i czterech chłopców. Szczenięta otrzymały imiona:

LEYA (różowa obroża)  FOTOGALERIA

LIZZY ( żółta obroża)  FOTOGALERIA

LIVIA (pomarańczowa obroża)  FOTOGALERIA

LACOSTA (czerwona obroża)  FOTOGALERIA

LEX (niebieska obroża)  FOTOGALERIA

LORD (fioletowa obroża)  FOTOGALERIA

LAIOS (brązowa obroża)  FOTOGALERIA

LUCAS (zielona obroża)  FOTOGALERIA

Rozwój maluszków przebiega prawidłowo. Miot jest można powiedzieć wyrównany, poza dwoma osobnikami, które od początku wybiły się z wagą ponad resztę i przewaga ta się utrzymuje. One urodziły się po to, żeby jeść :D. Etap dokarmiania butelką mamy już za sobą. Od kilku dni wprowadziłam już miseczki z mleczkiem i pięknie sobie dzieci radzą. To dużo odciążenie dla Gammy, bo ósemka tych smoków jednocześnie przy cycu stała się jakby to nazwać …. karkołomnym wyczynem 🙂

Szczenięta są pięknie wykolorowane. Mają już podszerstek, włos pięknie rośnie (nie widać już obróżek), zaczynają się pierwsze dyskusje pomiędzy rodzeństwem, zabawy w gryzienie i pacanie łapą 🙂 Zawsze mam z tego ubaw. Gamma jest wtedy bardzo zaniepokojona, piszczy uspokajająco.  Jesteśmy już po pierwszym odrobaczeniu, już za moment pierwsze szczepienie.

13 .01.2022

Kolejne tygodnie za nami. Zgodnie z planem w czwartym tygodniu szczenięta zostały zaszczepione po raz pierwszy na parvo, a piątym drugi raz odrobaczone.  Rosną smoki jak na drożdżach, szaleją, bawią się, tłuką – czyli wszystko w w normie 😀  Po raz pierwszy zdarza mi się, żeby maluchy nie miały umiaru w jedzeniu. One nie mają hamulca, ile bym do michy nie nakładła, tyle zjedzą, a potem stękają i marudzą i rzygają jak przysłowiowy kot. Coraz mniej śpią, coraz więcej się bawią. Coraz śmielsze te zabawy, żeby nie powiedzieć walki 😀 A już Laios jest mistrzem świata w zakresie robienia wrzasku , kiedy trzeba ( i kiedy nie trzeba też). Największy, najbardziej wygadany i najbardziej żarłoczny. Lizzy natomiast jest jego przeciwieństwem. Najdrobniejsza, spokojna, niespiesznie zjadająca posiłek, przez co muszę ją oddzielać od pozostałych w trakcie karmienia, gdyż z jej tempem posilania się i żarłocznością innych, nie zjadła by za wiele. Ale uczymy się już powoli, że do cudzej michy się nie zagląda dopóki ktoś przy niej stoi. Uczymy się również , że Kasi nogawki i rękawy nie służą do zabawy 😛 Wprowadziłam też już hałasy – szczekanie stada już ich nie rusza, ale np. dźwięk szurania rolką po ręczniku papierowym, bardzo je zainteresował. Pomagają mi oczywiście w rozkładaniu prześcieradeł w ich kojcu, przy okazji ucząc się kolejnego „stracha” czyli łopoczącego jak żagiel materiału. Posiłki dostają w różnych miskach, raz każdy osobno, raz wszystkie razem, potem znów micha na 3 głowy…. Zmieniam i urozmaicam 🙂 Na sesji zdjęciowej na 5 tydzień były na dworze, po raz pierwszy miały okazję poznać śnieg. Reakcje były różne – od zerowej po namiętne pałaszowanie tego białego puchu.  Na dworze czują się nadal bardzo niepewnie, czasem wręcz emocje są tak silne, że aż je trzęsie 🙂

We wtorek wyprawa do Poznania na przegląd miotu, szczepienie i chipowanie.

23 styczeń 2022

Szczenięta jutro (niedziela) kończą siedem tygodni. Czas powoli szykować się do wyfrunięcie z rodzinnego gniazda. Ale zanim to nastąpi, jeszcze trochę napsują mi krwi 😉

W miocie jak już wcześniej pisałam, jest dwójka szczeniąt ewidentnie odbiegających od pozostałych. Leya i Laios ważą o prawie 1 kg więcej niż pozostałe maluchy. Z czego to wynika – nie wiem. Laios na pewno posiłki wciąga nosem jak odkurzacz, ale wcale nie dostaje więcej niż inne – po prostu zjada to w 10 sekund, podczas gdy reszcie zajmuje to około minuty. A już Lizzy jest mistrzynią w odchodzeniu od miski i wracaniu do niej po 10 razy, w międzyczasie obrabiając np. moje kapcie czy znajdując sobie inne , bardziej ciekawe niż jedzenie zajęcie. Ona też jest najmniejszą suczką z miotu. Taki niejadek 🙂 Lord i Lucas również jedzą niespiesznie, ale zjadają porcje bez odchodzenia od michy. Oni ewidentnie nie są z tych, co to żyją po to żeby jeść. Próbują też wsadzić nos do cudzej miski, a kiedy nie pozwalam, miny mają takie jak bym im zlizała masło z kromki chleba 🙂

Rozrabiają niemiłosiernie. Mimo że temperatura nas nie rozpieszcza, codziennie staram się na te 3 godziny wystawić je na świeże powietrze. Chodzimy też zwiedzając ogród, nawet jeśli leży odrobina śniegu. Wtedy bardzo przydatne jest towarzystwo starszych ciotek, za którymi fajnie się biega 🙂 W domowym kojcu jak to zwykle bywa, non stop mam zmienianą aranżację prześcieradeł , którymi mają wyłożoną podłogę do sikania. A już mistrzostwem świata jest zawijanie w nie niespodzianek w postaci kupek !

Dzieciaki mają temperamenty, co widać i słychać 🙂 Czasem mam wrażenie że któreś z nich padnie ofiarą pozostałych, takie walki i dyskusje tam odchodzą. Są bardzo łupowe i skoczne.

Przegląd miotu , który odbył się zgodnie z planem 18 stycznia, przebiegł bez zarzutu. Niestety maluchy mają chorobę lokomocyjną 🙁  Mimo karmienia ich w mniejszej ilości cztery godziny przed wyjazdem, nie obyło się bez rzygania w samochodzie. Cieszy mnie fakt, że u całej czwórki chłopców jajka są na swoim miejscu. Przepukliny żadne ze szczeniąt nie ma. U Livii nadal jeszcze nabiera pigmentu nosek i jego okolica, ale o na jako malutkie szczenię miała najwięcej „świńskiego noska” 🙂